Szamanka, Sterydy, leczenie woda i Wiara

Czy wiara czyni cuda?
W walce nie tylko o zdrowie, ale i o jakość życia...

Szamanka, Sterydy, leczenie woda i Wiara

Postprzez Pucka » Śr cze 20, 2007 5:05 pm

W poniedzialek pochowalam mojego Najukochanszego Tatusia po 8 miesiacach walki z nieoperacyjnym glejakiem (butterfly glioma). Probowalam go ratowac roznymi sposobami, tata chcial zyc ale sie nie udalo. Obiecalam sobie, ze wpisze tu wszystko co wiem dzisiaj o tej chorobie i o sposobach leczenia jakie podjelismy. Choc jestem pograzona w ogromnym bolu po jego smierci to jestem was winna tych pare slow.

Bezposrednia przyczyna zgonu byla niewydolnosc krazenia i oddychania. Miesiac przed smiercia tacie zwiekszona dawke sterydow z 12mg Dexamethasonu do 32 mg Dexavenu jako terapie szokowa. Niestety, byla padaczka i niedowlad nog, z czasem zanik mowy, ciagle ataki i trudnosci z lykaniem (leki przeciwpadaczkowe musialy byc zgniatane a ze sa to leki w oslonach o dzialaniu do 12h, to takie zgniatanie powoduje skrocenie dzialania do 1-3h).

Na poczatku maja br sciagnelam szamanke-bioenergoterapeutka z Lozanny w Szwajcarii. Kolega z pracy-Szwajcar-powiedzial mi ze wyleczyla jego zone z raka i pomogla w innych kwestiach. Po seansie powiedziala ze sterydy ktore tata bierze sa bardzo agresywne i zeby po 3 tygodniach sprawdzic efekt jej dzialania na rezonansie i potem zmniejszac stopniowo i powoli leki. Niestety, po 3 tygodniach tata mial pogorszenie i atak padaczki, ale w szpitalu zrobiono mu tomografie i bylo zmniejszenie guza o 5mm w kazdym wymiarze!!! Lekarze tlumacza to niedokladnoscia badania, bo podobno nawet gdy otworzy sie czaszke to nie mozna rozroznic gdzie konczy a gdzie zaczyna glejak. Ale ja wierze ze to efekt szamanki.
3 dni przed smiercia ponownie zaprosilam szamanke do Warszawy, zrobila seans ale wtedy juz stwierdzila, ze tata rozmawia z kims po drugiej stronie i albo jej energie uzyje do wyzdrowienia albo do odejscia bo z drugiej strony tez jest daleka droga.

Pisze to, bo zaluje ze nie znalam tej kobiety wczesniej, kiedy taty organizm nie byl wyniszczony sterydami, kiedy byl czas na na takie leczenie. Dla mnie finansowo nie stanowilo to problemu a jedna wizyta z przelotem to koszt 3500 zl. Ona nie obiecuje ze wyleczy i nie wciska kitu ze jest Bogiem. Daje energie, aby organizm sam sobie poradzil. Daje ziola.

Drugi niekonwencjonalny zabieg, zastosowalismy u taty w pierwszym miesiacu od odkrycia guza i przed radioterapia. Z Ukrainy sciagnelismy lekarza pediatre z wyksztalcenia ktory zajmuje sie leczeniem woda w ktorej ustawia "dlugosc fali". Czlowiek byl polecony przez mojego meza, ktorego wyleczyl z przykrych dolegliwosci a mojego tescia z choroby serca. Niestety, chociaz wierze w jego metode (jest bardzo religijny, jadl raz na 3-4 dni aby uzyskac moc, etc) to zrazilam sie bardzo tym, ze po tygodniu zaczal manipulowac dawkami lekow. Wtedy nic nie wiedzialam na temat lekow i kiedy on z dawki 16mg Dexomethasonu z dnia na dzien zjechal na 3/4 mg nie wywolalo to u nas podejrzen. Za dwa dni u taty byla padaczka bo byl obrzek wokol guza i omal wtedy nie umarl, ale potem mial bardzo dobre miesiace. Z perspektywy, skorzystalabym z niego ponownie ale nie dala manipulowac lekami przeciwobrzekowymi i przeciwpadaczkowymi. Duzo niuansow w jego metodzie mnie przekonalo. Staral sie ustalic przyczyne tego guza.

Dzis zaluje ze nie wiedzialam o sterydach tyle ile wiem dzis. Moja rada- nie manipulujcie z dawkami a zmiany robcie stopniowo. Juz wiem ze lekarze tez za szybko zwiekszaja dawki.

Dzis chcialabym wrocic w czasie do zimy kiedy bylo dobrze i wtedy uspilo to moja czujnosc. Wtedy trzeba bylo cos niekonwencjonalnego robic.
Do konca wierzylam ze uda mi sie wyleczyc tate. Moim marzeniem bylo na tej stronie zaczac nowy watek pt."zdarzyl sie cud". Nie udalo sie. Tata zostanie z nami i tak na zawsze. W wierze jest prawda.

Jesli chcecie sie wygadac, zapytac to piszcie. Wiem przez co przechodzicie.

Pozdrawiam
Ania
Pucka
świeżynka
 
Posty: 6
Dołączył(a): Śr cze 20, 2007 3:41 pm
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez wiki365 » Śr cze 20, 2007 8:41 pm

witam Cię Aniu,
opisałaś dokładnie taki przypadek z jakim walczy mój kochany tatuś, jeszcze na szczęście żyje. Chętnie z Tobą porozmawiam, ale na razie nie mogę. Ciągle mi ciężko żyć z tą straszną świadomością.
Ewa
wiki365
swój człek
 
Posty: 177
Dołączył(a): So gru 16, 2006 5:41 pm
Lokalizacja: Katowice

Postprzez Iza1959 » Cz cze 21, 2007 7:52 am

Witaj Aniu,
bardzo ci współczuję , wiem co przeżywasz . Ja walczę o mojego kochanego tate od grudnia 2006 kiedy to po raz pierwszy się przewrócił i trafił do szpitala. Chciałabym Cię zapytać czy Twój tata miał biopsję guza? U mojego stwierdzono glejaka nieoperacyjnego tylko na podstawie rezonansu . Czytam tu o różnych objawach jakie daje to świństwo i jestem przerażona . Mój tata jest tylko po radioterapii którą miał w lutym ,przez miesiąc brał leki przeciwobrzękowe i do dnia dzisiejszego guz ten nie daje żadnych wyraźnych objawów. W kwietniu zrobiono mu rezonans kontrolny gdzie stwierdzono że guz się zmniejszył i jest nieuciskowy .Od tamtej pory tata pomału wraca do zdrowia , zaczął chodzić ,zabieram go do naszego domku na wsi gdzie sobie pomału spaceruje po lesie , sam sobie przygowuje posiłki , jest w pełni świadomy tylko wydaje się być chwilami taki trochę nieobecny , zamyślony. Nie potrafię się jednak tym cieszyć bo nie wiem czy lekarze pomylili diagnozę i nie jest to glejak czy jeszcze te wszyskie dramaty są przedemną . Napisz jak czuł sie twój tata w ciągu tych 8 miesięcy? Pozdrawiam cię serdecznie, trzymaj się dzielnie Iza
Iza1959
świeżynka
 
Posty: 16
Dołączył(a): Śr maja 30, 2007 7:23 am

Postprzez wiki365 » Cz cze 21, 2007 7:54 am

Aniu,
mój tatuś też ma guza butterflay glioma, nieoperacyjny duży 5x6 cm.Zdiagnozowany w grudniu. Tatuś przez tydzień miał radioterapię paliatywną, potem dostał jedną dawkę chemii PCV, która dość poprawiła stan taty, ale co z tego, jak 3 m-c walczymy o kolejną dawkę. Stan oczywiście z miesiąca na miesiąc jest coraz gorszy, od końca stycznia tata nie chodzi, od miesiąca nie mówi ma problemy z połykaniem, leki podajemy rozgniecione i najgorsze te ciągłe drgawki padaczkowe. Właściwie od miesiąca tatuś głównie śpi, trochę otwiera oczy,ma sprawne ręce. Ale ogólnie jest bardzo ciężko.Doszło już do tego,że musimy tatę zgłosić do hospicjum domowego,gdyż szkoda nam go oddawać ciągle do szpitala,chcemy żeby był z nami w domu.
A czy Twój tata miał wcześniej problemy krążeniowe,bo to podajesz jako przyczynę zgonu?chciałabym uniknąć pewnych rzeczy
bardzo Cię proszę o odpowiedź
pozdrawiam,
Ewa
wiki365
swój człek
 
Posty: 177
Dołączył(a): So gru 16, 2006 5:41 pm
Lokalizacja: Katowice

Postprzez Pucka » Cz cze 21, 2007 10:47 am

Ewo,

Stan ktory opisujesz jest mi doskonale znany, bo tak niestety przebiega ta choroba. Moj tata mial zdiagnozowanego 5x6cm guza 30.10.2006 umiejscowionego w placie czolowym przechodzacym przez cialo modzelowate na drugi plat. W listopadzie leczylismy go "woda" a potem byl w szpitalu po pierwszej padaczce. Wypisany zostal ze szpitala niechodzacy. Uprosilismy o radioterapie, i po trzecim naswietalniu wstal na nogi i samodzielnie sobie funkcjonowal gdzies do marca (sam jadl, pisal smsy, ogladal tv, nawet probowal grac w pilke z moim rocznym synkiem). Duzo lezal i spal, byl wlasnie nieobecny. Byl w hospicjum domowym, ale tak naprawde lekarz i pielegniarka przyjezdzali raz na tydzien i caly ciezar opieki byl na mojej mamie. W kwietniu dochodzil sam do toalety, ale juz nie mogl sam z niej wstac. Praktycznie przez caly czas choroby byl w pampersie.
Od polowy maja nastapilo pogorszenie i wygladalo tak jak to Ewo sama opisalas. Tatus ciagle spal, mial drgawki calego ciala. W polowie maja juz mial zaburzenia rozumienia mowy i nie umial polykac tabletek. W ciagu kilku kolejnych dni mial kolejny atak padaczki. Byl 10 dni w szpitalu i zostal wypisany z ciaglymi drgawkami padaczkowymi, jadl 10 lyzek zupy przez godzine (przez ataki), bral zmiazdzone tabletki. Rozpoznawal nas. Mama bedac w kresu sil wymusila hospicjum stacjonarne, ale gdybym wiedziala ze tata bedzie zyc tylko 7 dni to nigdy bym sie na to nie zgodzila.

Jeszcze tydzien przed smiercia poszlam z jego wynikami tomografii do czwartego z rzedu neurologa spytac czy nie wchodzilaby w gre operacja odbarczeniowa, ktora stosowana paliatywnie (acz bardzo niechetnie przez lekarzy, bo oni klada krzyzyk na takich pacjentach) przedluza zycie. Pan neurochirurg ladnie mi wytlumaczyl, ze u taty nie ma zadnych uciskow, ze nie ma klopotow z cisnieniem w czaszce, i wogole widac duzo luzu w czaszce (z wiekiem mozg zanika i sie kurczy). Spytalam czy jest choc ulamek szansy ze diagnoza byla nieprawidlowa (nie robilismy biopsji) ale nie dal mi tej nadzieji (tylko glioma batterfly przechodzi przez cialo biale).

Tata nigdy nie mial klopotow z krazeniem. W czasie tych atakow padaczkowych, ktore lekarz okreslil jako nie zagrazajace zyciu, dochodzilo do bezdechu, potem tata sie wentylowal oddychajac bardzo glebowo i szybko.

Dziewczyny, jeli teraz moge wam cos poradzic to uruchamiajcie wszelkie kontakty, aby leki przeciwpadaczkowe byly skuteczne a nie rozgniatane. Cos slyszalam o lekach doodbytniczych, ale generalnie wiem ze wiekszosc jest doustnych. Lekarz w hospicjum podpowiedzial tez, zeby jesli te leki sa rozgniatane, to podawac mniejsze dawki a czesciej. To rzeczywiscie pomagalo, ale nie bardzo.

Ania
Pucka
świeżynka
 
Posty: 6
Dołączył(a): Śr cze 20, 2007 3:41 pm
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Pucka » Cz cze 21, 2007 11:14 am

Droga Izo

Korzystaj z kazdej z chwili z ojcem teraz, mow mu wszystko czego jeszcze nie zdarzylas. Ja dzis z wracam myslami do dnia kiedy razem w jego lozku ucielismy sobie drzemke poobiednia, kiedy moglam sie do nie przytulic. Niech Cie nie zwiedzie dobry stan taty teraz. Bez cudu statystyki sa nieublagane 4-15 mcy zycia od dnia dniagnozy. U mojego taty wyrazne pogorszenie nastapilo miesiac przed smiercia.
Zajmij sie teraz modlitwa. To nie jest czcze gadanie. Modlitwa wyzwala fale elektromagnetyczne i im wiecej ludzi modli sie w danej intencji tym skutek lepszy. Zorganizuj w swoim otoczeniu pogotowie modlitewne. Ja nie zartuje. Moze ogladalas film dokumentalny "woda" gdzie pokazano jak przez modlitwe czy dobre slowo zmienia sie struktura wody na lepsze.
Teraz tez korzystaj z bioenergoterapeutow i szamanow. Ale takich poleconych przez kogos komu pomogli a kogo znasz. I wierz w skutek. Wiara czyni cuda. JA niestety chwytalam sie tych metod w sytuacjach ekstremalnych, zamiast zamiast zajac sie tym gdy z tata bylo dobrze.

Przez pierwszy miesiac od diagnozy ciagle ryczalam. On byl Najcudowniejszym ojcem, super kumplem, moim fanem, wesolym i zdrowym czlowiek, nie pil, nie palil. Po miesiacu od diagnozy zrozumialam, ze pomimo tego ze taty cialo jest z nami, to jego juz nie ma w takim znaczeniu jak byl wczesniej. Te 8 miesiecy przyzwyczajalam sie do mysli ze odejdzie, ale i tak zaden moment nie byl odpowiedni.

Na pogrzebie ksiadz pieknie mowil o tajemnicy smierci. Tak naprawde niewiemy co dalej sie dzieje. Tam dalej jest obiecane szczescie wieczne. I w to chce wierzyc. Placze juz coraz mniej. Tylko kondolecje mnie dobijaja. Wokol rodziny ktore nie byl tak cieple jak nasze, gdzie bol straty ojca nie znaczy i nie bedzie znaczyl tyle ile dla mnie. Jest im przykro, a ja w skrytosci (wstydze sie tego) pytam czemu to nie oni a moj tata.

Staram sie wspominac smieszne chwile z naszego zycia i usmiechac sie do taty. Wygladam pewnie jak wariatka, bo smieje sie i patrze w gore.
KIedy u szczytu bolu stwierdzilam, ze nie moglo zdarzyc sie nic gorszego moje sumienie zaprotestowalo. Dobrze ze nie choroje moj synek, maz, ja. Dobrze ze nie ma wojny. Ze nie glodujemy. Moj tata byl sierota wojennym i gdy opowiadal mi co przezyl, to az mnie sciskalo. Taka jest kolej zycia. Nawet jest mi lzej, bo obok taty pochowany jest 27-latek ktory zginal tragicznie i 5letnia Zuza. Moj tatus przezyl cale zycie- 68 lat i sie spelnil. Tamci i ich rodziny nie mialy takiej szansy.
Ania
Pucka
świeżynka
 
Posty: 6
Dołączył(a): Śr cze 20, 2007 3:41 pm
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez wiki365 » Cz cze 21, 2007 12:32 pm

Aniu,
to bardzo przykre co napisałaś,ale niestety to wszystko prawda.Mimo wszystko ja jeszcze się będę skupiać na leczeniu konwencjonalnym, tata ma dostać kolejną dawkę chemii a do tego bierze jeszcze cały czas selol i wierze w to,że to go jeszcze trzyma przy życiu.
Skupiam się też na modlitwie.
Tak jak Ty nie mogę uwierzyć i zrozumieć, że właśnie to spotkało mojego kochanego tatusia. Jest wspaniałym człowiekiem, zawsze mogłam na niego liczyć, wychowywał mojego synka od 5 m-ca jak wróciłam do pracy. Dla mojego teraz prawie 3 letniego szkraba po mnie był najważniejszą osobą.
Straszne to bo mój tatuś ma dopiero 54 lata, więc uważam, że teraz należał mu się odpoczynek od pracy i spokojne rodzinne życie a tutaj taka tragedia.
Też nieraz okropnie myślę, dlaczego nie ktoś inny, ale z drugiej strony nie życzę tego nawet najgorszemu wrogowi.
Najgorsze są te ataki padaczkowe,ale głównie chyba wynikają z położenia guza, tatuś też wtedy jakoś tak dziwnie oddycha i łapie powietrze a lekarz w szpitalu powiedział,że to mu nie zagraża, jakoś nie chce mi się w to wierzyć.
Dziękuję za odpowiedź. Masz rację, że zawsze może być gorzej, też się cieszę z tego co jest, że jeszcze jest, że mój mały synuś jest zdrowy i daje mi bardzo wiele radości.
Tylko z moją psychiką nieraz jest ciężko, ale muszę być silna i dla taty i dla mamy, bo to ona głównie zajmuje się tatą.
pozdrawiam ciepło
Ewa
wiki365
swój człek
 
Posty: 177
Dołączył(a): So gru 16, 2006 5:41 pm
Lokalizacja: Katowice

Postprzez Pucka » Cz cze 21, 2007 1:36 pm

Ewcia

Trzymaj sie dzielnie. Jesli bedziesz chciala sie poradzic, wyzalic etc to pisz (moge dac nr tel jesli chcesz). Lecz tate tak jak Ci serce podpowiada.
Trzeba przez to jak najlepiej przejsc i nie zalowac niczego.
Sciskam
Ania
PS. Znow ktos wszedl i zlozyl kondolencje, znow lzy..
Pucka
świeżynka
 
Posty: 6
Dołączył(a): Śr cze 20, 2007 3:41 pm
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez wiki365 » Cz cze 21, 2007 1:54 pm

Aniu,
potrafię sobie wyobrazić co czujesz. Jest to choroba całej rodziny i to pozostanie w nas na zawsze. Nie bedę pisać o współczuciu i o tym,że masz się dzielnie trzymać, bo to pewnie już wiesz.
Po prostu musimy się cieszyć z tego co jest teraz. Ja na chwilę obecną boję się tej niepewnej dla taty najbliższej przyszłości,ale cóż nie mamy na to do końca wpływu.
ściskam mocno
Ewa
ps. nr tel. chętnie wezmę mam już kilka takich koleżanek z którym łączą mnie takie przeżycia
wiki365
swój człek
 
Posty: 177
Dołączył(a): So gru 16, 2006 5:41 pm
Lokalizacja: Katowice

Postprzez Iza1959 » Cz cze 21, 2007 2:06 pm

Dzięki Ci Aniu za te piekne słowa . Przeczytałam je juz kilkakrotnie i za każdym razem ryczę bez opamietania mimo ze jestem w pracy .
Mój tato żyje 76 lat .Przez te 6 m-cy walki z chorobą bardzo się z nim zżyłam dlatego teraz jeszcze bardziej nie mogę się pogodzić z widmem jego śmierci . To co przeżyłam w ostatnim okresie zdaje sie być jakimś koszmarnym snem z którego nie mogę się wybudzić . A co jeszcze przedemna .........wole nie mysleć . Dużo pracuję, bo muszę , bo nie ma mi kto pomóc ale każdą wolna chwile staram sie teraz spędzać z rodzicami. Moja mama wierzy że z tatą będzie dobrze, nie przyjmuje do wiadomości że może być inaczej . Przestałam jej znosić do domu te wszystkie wydruki z internetu na temat glejaków , stwierdziłam że nie chcę jej więcej stresować, niech będzie szczęśliwa że jest z tatą , niech się nim cieszy . Teraz wszystko w rękach Boga bo innej alternatywy nie ma . Pozdrawiam cię serdecznie Aniu Iza
Iza1959
świeżynka
 
Posty: 16
Dołączył(a): Śr maja 30, 2007 7:23 am

Postprzez Pucka » Cz cze 21, 2007 2:47 pm

Izo,

Nie poddawaj sie i modl. Tak jak u mojego taty nie bylo biopsji. Do konca nie mozna byc pewnym. Moze to nie IV stopien, i tata pozyje jeszcze dlugo. Pani onkolog opowiadala mi o przypadku, ze ktos z takim guzem juz 3 lata do niej przychodzi, dobrze reaguje na radioterapie (tak jak moj tata).U Ciebie jest dobrze. Twoj tatus nie bierze sterydow przeciwobrzekowych,ktore wyniszczaja organizm. Moze rozmiar guza jest jeszcze maly?. Jest dobrze.

Naprawde ciesz sie waszym wspolnym zyciem. Nie smuc sie przy nim. Choroba was zblizyla, to ma wartosc.
Kochaj Go najlepiej jak potrafisz. Ucz sie go w sercu, bo tam zostanie na zawsze.
Ania
Pucka
świeżynka
 
Posty: 6
Dołączył(a): Śr cze 20, 2007 3:41 pm
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Pucka » Cz cze 21, 2007 2:55 pm

Trzy dni po smierci napisalam takie pozegnanie mojego Tatusia. Splakalam sie jak bobr ale mi pomoglo:

Trudno opanować łzy, gdy odchodzi Najbliższa osoba, dlatego nawet nie staram się. Kiedy osiem miesięcy temu usłyszałam od lekarza wyrok śmierci na mojego najukochańszego Tatusia zakręciło mi się w głowie. To nie możliwe- on? …tak przystojny, młody, silny i zawsze zdrowy. Dlaczego zawsze muszą odchodzić ci najlepsi?

Odkąd pamiętam zawsze był przy mnie- siedział obok, gdy grałam klockami; codziennie przygotowywał śniadania; był na stadionie gdy jako juniorka zdobywałam medale i wtedy kiedy przegrywałam; w czasie obrony pracy magisterskiej stał za drzwiami i pierwszy gratulował; gdy awansowałam wywiesił w domu powitalny transparent “witamy panią dyrektor”; zbudował mi dom ; czekał na sms’a czy doleciałam szczęśliwie a gdy potwierdzałam odpisywał “Gra muzyka”. Zawsze mogłam na Niego liczyć. Zawsze był po mojej stronie.

Chciałam, aby był ze mnie dumny. Kiedy wychodziłam za mąż, prowadził mnie do ołtarza- dumny, uśmiechnięty, szczęśliwy, bo pokochał Andreja od pierwszej chwili. A ja kąpałam się w szczęściu, że ostatnie panieńskie kroki stawiam u boku dotąd Najważniej osoby.
Gdy urodził sie Jasio,okazał się czułym Dziadkiem, mistrzem usypiania naszego Maluszka.

Zawsze wesoły, z poczuciem humoru, wigorem. Wyglądał na 10 lat mniej niż miał w rzeczywistości. Świetny facet. Lubiany, szanowany, podziwiany.

Miałam czas, aby sie z Nim pożegnać i powiedzieć Mu co do niego czułam. Miałam czas, aby przez te 35 lat spełniać nasze wspòlne marzenia. Nic nie odkładaliśmy na pòźniej i to dziś stanowi dla mnie pocieszenie. Niestety, teraz tylko z daleka możesz patrzeć na naszą ciepłą rodzinę.

Tatusiu, mam nadzieję że tam gdzie jestes jest Ci lżej. Dla mnie pozostaniesz na zawsze w moim sercu. Kocham Cię gdziekolwiek jesteś.

Odpoczywaj w spokoju. Gra muzyka.
Ania
Pucka
świeżynka
 
Posty: 6
Dołączył(a): Śr cze 20, 2007 3:41 pm
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez mirek » Cz cze 21, 2007 4:48 pm

zm
Ostatnio edytowano Wt kwi 15, 2008 10:25 pm przez mirek, łącznie edytowano 1 raz
mirek
swój człek
 
Posty: 191
Dołączył(a): Pt cze 02, 2006 11:32 pm

Postprzez olek1 » Cz cze 21, 2007 5:25 pm

a mi sie wydaje ....... że ta śmierć nie zalezy od szamanów. tylko od tego kto kiedy ma krzyżyk nad sobą.
bywa, że ludzie oddając się medycynie ........ umierają w ciągu 2-4 mieisacy .

nie da siętu zrobic statystyki , kilasyfikacji.

moja sisotra jest tego przykładem , i córka AGnieszki 46.
ona od razu przy malutkiej wznowie poddała sie medycynie .. nie ma jej już wśród nas..:( ..
moja sisotra .. ten sam przypadek ..4, 5 roku , guz duży , bez medycyny .

nie ma tu mądrych .



............
olek1
swój człek
 
Posty: 1348
Dołączył(a): Pn lip 10, 2006 4:11 pm

Postprzez mirek » Cz cze 21, 2007 9:48 pm

zm
Ostatnio edytowano Wt kwi 15, 2008 10:25 pm przez mirek, łącznie edytowano 1 raz
mirek
swój człek
 
Posty: 191
Dołączył(a): Pt cze 02, 2006 11:32 pm

Następna strona

Powrót do Wiara, psychologia i parapsychologia

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość
cron